29-10-2016
Tylko remis i aż

Olimpia po emocjonującym meczu zremisowała 2:2 z Rekordem Bielsko-Biała. Gole dla naszej drużyny zdobyli: Mateusz Jaros bezpośrednio z rzutu rożnego w 53 min i Patryk Bębenek w 93 min. Patrząc na przebieg meczu pozostaje ogromny niedosyt, jednak okoliczności w jakich zdobyliśmy gola wyrównującego sprawiają, że trzeba cieszyć się z tego punktu.

Od początku mecz był wyrównany, który toczył się głównie między polem karnym obu drużyn. Pierwsi sytuację stworzyli goście, ale występujący w bramce Marcin Chrobak poradził sobie z groźnym strzałem zawodnika przyjezdnych. W odpowiedzi uderzał Daniel Gałach, kotłowało się raz pod jedną, raz pod drugą bramką lecz w 32 min arbiter podyktował rzut karny dla bielszczan i nasi kibice obejrzeli skutecznie egzekwowaną jedenastkę. Warto dodać, że zanim doszło do faulu sędzia liniowy nie popisał się, bowiem przeoczył dwumetrową pozycję spaloną, szkoda. Po utracie gola nasi szybko ruszyli do odrabiania strat i praktycznie nie schodzili z połowy przeciwnika. Piłka niczym w bilardzie latała na polu karnym Rekordu, ale szczęście było po stronie gości i na przerwę schodziliśmy przegrywając 1:0.

Druga odsłona do momentu wyrównania to totalny i frontalny atak Olimpii. Rośli obrońcy gości radzili sobie nieźle i dopiero piękny strzał w 53 min bezpośrednio z rzutu rożnego w wykonaniu Mateusza Jarosa przełamał ich opór. Mimo wyrównania napór Olimpii trwał w najlepsze, choć bielszczanie również próbowali ataku, lecz z miernym skutkiem. W 60 min po dośrodkowaniu Mateusza Kraińskiego będący na 5 metrze Daniel Gałach w sobie tylko wiadomy sposób nie zdołał trafić do niemal pustej bramki. Chwilę później Dariusz Malarowski strzelił silno po ziemi, a bramkarza wyręczył obrońca ofiarnie wybijając piłkę z lini bramkowej. Patrząc z boku trudno było uwierzyć, że Olimpia jest ostatnia w tabeli a jej przeciwnik zajmuje wysokie piąte miejsce. W 70 min na chwilę Rekord przejął inicjatywę i kilka razy przedostał się na nasze pole karne. Niczego groźnego nie stworzył, ale w 75 min pokazał nam co znaczy stały fragment. Rzut rożny, strzałem głową na gola zamienił rosły zawodnik w białym trykocie i znów musieliśmy odrabiać straty. Olimpia rzuciła się na rywala, strzał Gałacha odbił przed siebie bramkarz, dopadł do niej Jaros i z dwóch metrów zapakował piłkę na jego rękawicę. To był cud, że wybił piłkę na rzut rożny. Ponownie Jaros chciał skopiować swój wyczyn z 53 min, lecz tym razem końcami palców bramkarz przeniósł piłkę nad poprzeczką. Nawałnica kowarzan, zakłocona nielicznym atakami gości został nagrodzona w doliczonym czasie gry, kiedy Patryk Bębenek pięknym technicznym strzałem przelobował bramkarza, czym zaskoczył siebie i przeciwników, ale ucieszył naszych kibiców. To kolejny mecz w którym trudno uwierzyć, że tracimy punkty. Najważniejsze, że przełamaliśmy serię pięciu porażek. Mając nadzieję, że kilka punktów jeszcze zdobędziemy tej jesieni, w lepszych nastrojach udamy się na sztuczną murawę w Częstochowie, gdzie swoje mecze rozgrywa miejscowa Skra.

OLIMPIA KOWARY - REKORD BIELSKO - BIAŁA 2:2 (0:1) bramki: Jaros (53), Bębenek (90+3) - Szędzielarz (32k), Bojdys (75)

Skład Olimpii: Chrobak, Kraiński, Smoczyk, Kosmacows, Wawrzyniak, Zieliński (80 Gargas), Malarowski, Gałach, Bębenek, Vitolnieks (46 Zatylny),Jaros

Patroni

Sponsorzy